• Facebook
  • Twitter

231 Kolejność

Musiałem usiąść. Nietrudno nawet było umieścić ogon między oparciem a spodem krzesła – szybko opanowałem tą czynność, nagle bardzo naturalną. W tej samej chwili owładnęła mną znów pierwotna, dziecięca ciekawość. Powierzchnia rąk, pełna drobnych, jasnych włosów, dziwne kolory, znaki – znowu było o czym myśleć. Silne światło, ginące owady – biegnijcie do pułapki! Już koszula jest miękka, spodnie… chyba zielone, stół zimny, aura wokół światła, wilgotna trawa, papieros – dobry, smaczny jak najlepszy pocałunek, gra świateł wokół soku pomarańczowego, blask dumy i chwały, totalna samotność. Wszystko ma swoje tu znaczenie. Podczas oglądania butów zauważyłem, że zablokował mi się nos. Obrzydliwe – nawet nie mam odpowiednich narządów, aby zajrzeć do środka i odkryć przyczynę zaburzenia – lekki gniew, irytacja, złość – przecież to znacząca przerwa w moich ekstatycznych obserwacjach. Arr…

Szybko, niemalże błyskawicznie, pomiędzy moimi rękami zmaterializowały się chusteczki do nosa, w zgrabnej paczce, sugerującej, iż na tej planecie czystość i higiena tego narządu jest ważnym rytuałem. Materiał, z którego wykonano chustki wydawał się być połączeniem tkaniny i metalu. Dodatkową zaletą był fakt, że zapamiętywał swój pierwotny kształt, wszelkie deformacje znikały, cofały się do pierwotnego stanu. Nie kryłem podziwu dla mojego towarzysza Reda, którego prawdziwe oblicze zaczęło się formować, jego osobowość dostrzeżona w zupełnie innym świetle podlegała przyspieszonej ewolucji, wyznaczała nowy horyzont zdarzeń. Dopiero teraz dochodziło do mnie, że być może – na razie być może – myliłem się, nazywając go kiedyś pustym dworcem, z którego odeszły już wszystkie pociągi. Jego strategia działań rozproszonych powodowała u mnie kiedyś nasilające się fale depresji i bezradności, zmieszanej ze ślepą agresją i złością. Nie potrafiłem nawet ubrać agresji w słowa, wyemitować w innym niż próżnia, sensownym kierunku. Szybko zgasiłem papierosa, a może zapaliłem następnego, nieistotne, skierowałem myśli gdzieś dalej, świadom niebezpieczeństw. Przecież jak myślę o tym, to zacznę o Niej, a mogłoby się to w moim obecnym stanie zakończyć katatonią lub samospaleniem.

Zupełnie nowym elementem układanki wieloogniskowych wrażeń byli ludzie. Na szczęście ten lokalny wszechświat składał się z niewielu osobników. Od razu odkryłem, zrozumiałem i poprawiłem jego wewnętrzną hierarchię, noszącą znamiona nielegalnej struktury przestępczej. Nie wiedziałem, jakie zbrodnie mogli popełnić, szczytem nieostrożności byłoby pytać. W końcu jeśli zdobędę ich zaufanie swoją naturalnością, mogą sami powierzyć mi swe tajemnice.

Szefem tej tajnej organizacji był Czerwony Jeden. Byłem pewien, że jestem całkowicie bezpieczny, gdyż darzono go wszechogarniającym, bezwarunkowym szacunkiem. Byłem kryty, byłem spokojny, może odrobinę spragniony wrażeń i płynów, bo ciało zaczęło walkę z kompletnie rozregulowanym mechanizmem termostatycznym. Podniosła mi się temperatura wewnętrzną do poziomu, który niestety musiałem zlikwidować wzmożonym spożyciem wody. Dobrze, że zawierała dwutlenek węgla i mnóstwo cukru – sacharozy – nie musiałem martwić się o szybki koniec wędrówki. Właściwie w tym momencie bezpośrednie otoczenie opustoszało i zawładnęła mną muzyka.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *