• Facebook
  • Twitter

324 Ogon

Ciało, moje ciało nie było przygotowane na odparcie inwazji. Zewsząd zaczęły zlatywać setki, jeśli nie tysiące komarów. Te małe stworzenia są chyba jednym z koszmarnych snów lokalnego biogenetyka, który wyhodował je, aby zadrwić ze swych współbraci. Wyobraźcie sobie małe biomechanizmy, na tyle lekkie, aby prawie bezgłośnie – emitowane dźwięki słychać tylko w warunkach względnej ciszy – przemieszczać się w powietrzu, posługując się skrzydłami. Nie są duże ani dokładnie widoczne, co potęguje ich skuteczność. Odnalazłszy ofiarę, komar ląduje na powierzchni odsłoniętej części ciała humanoidów, natychmiastowo i precyzyjnie umieszcza specjalny narząd, szybko przebijając skórę. Bez cienia namysłu należy go wówczas wyłączyć, niszcząc dość silnym uderzeniem jego kruchą strukturę. W przeciwnym wypadku komar wpuszcza wyprodukowaną przez odpowiedni gruczoł substancję znieczulającą, jednocześnie ssąc krew – płyn, którym się żywi. Nie przytoczę tutaj charakterystyki krwi – nawet teraz wszelkie myśli o niej wydają mi się przerażające.

A jeśli przenosi truciznę?

Inwazja komarów właśnie się zaczynała. Ciało nie dysponowało żadnym zabezpieczeniem poza ubraniem, nie pokrywało ono stu procent powierzchni opakowania. Na szczęście – wiele razy mogę to powtórzyć – mój czerwony przewodnik dysponował doskonałą bronią odstraszającą. Pokazał mi też swój arsenał, niestety skuteczny tylko w budynkach. Jego zasady działania – niszczenie komarów na poziomie molekularnym – wydały mi się bardzo oryginalne i świadczyły o sporym zaawansowaniu technologicznym badanej cywilizacji.
Zadowoliłem się wątłą wersją w sprayu, ale nadal byłem niezadowolony. Uświadomiłem sobie, że sam muszę opracować jakieś rozwiązanie – przybyłem tutaj w poszukiwaniu niepowtarzalnych wrażeń, ze ścisłą misją odnalezienia odpowiedzi – zamiast tego przypadło mi walczyć z biomechanizmami. Postanowiłem poszukać wyjścia z sytuacji we wnętrzu pamięci mego nowego ciała – w końcu jego właściciel miał podobno wiele ciekawych doświadczeń. Odpowiedź uzyskałem w ciągu kilku chwil – byłem bardzo zaskoczony tak ogromną mocą obliczeniową. Do rzeczy, pomyślałem, mając wrażenie, że w moje myśli wkracza chaos. Na pewien czas muszę się ograniczyć, muszę skupić się na jednym temacie, na jednym przedmiocie.
Musiałem się zmodyfikować. Przeistoczyć, najlepiej w naturalnego wroga owadów, w istotę, która będzie w stanie stoczyć walkę z zagrożeniem – może małym, ale bardzo dokuczliwym. Do tego przydałby się znak, będący wyznacznikiem mojej unikalności, mojej siły – przecież cały czas do tego dążę. Najlepszym do tego celu byłby jakiś organizm przeciwstawny, może cyborg, może demon – nie, ciało nie mogło generować dowolnej struktury, nie było aż tak przystosowane do przetrwania. Zauważyłem od razu, że opakowanie autonomicznie reaguje na moje potrzeby. Moje ręce delikatnie cofnęły się do tyłu. Nogi zwiększyły objętość o około dwadzieścia, trzydzieści procent, kręgosłup bardzo się pochylił, skóra zmieniła kolor w stronę kamuflującej szarości. Być może przemiana związana była także z rozpoczynającym się wieczorem, a może to reakcja obronna organizmu? Zbyt banalne. Jednakże modyfikacja w kierunku jaszczurki postępowała. Wydawało mi się, że na moją twarz wrócił uśmiech – atrybut, który pojawia się niezwykle rzadko. Wraz z przemianą dało się odczuć ogromny przypływ energii. Jak później powiedział mi Red, wyrosły mi skrzydła, macki i trzecie oko.

Rozumiem, że nie mogę się poruszać.

Wyczekiwałem końca metamorfozy, aby rozpocząć polowanie. Jak jaszczurka – czekać na owady. Wszystkie lecą do ciepła i światła. Dlatego też zacząłem konstrukcję odpowiedniej pułapki. Generalnie dzięki znajomości znaczeń i przeznaczeń wszystkich przedmiotów, złożenie dobrej, sensownej, nieźle zamaskowanej gazetami jamy zajęło mi kilka chwil. Zadowolony z dzieła wrzuciłem niedopałek papierosa do wnętrza, czekając na efekty. Wkrótce setki owadów ginęły w środku doskonałej konstrukcji. Jak kot, który przybiegł do papierosa. To było fascynujące – ujrzeć, że pułapka jest doskonała i likwiduje również większe biomechanizmy, być może jest uniwersalna! Od razu zaznaczyłem, co odnotował czerwony dowódca, że nie żywię się nimi. Jako jaszczurka jestem doskonałym narzędziem eksterminacji nieudanych eksperymentów. Przede mną były tu inne jaszczurki – dało się to zauważyć, pełno było śladów niedopałków papierosów, resztek pułapek, tysięcy ciał owadów, nielicznych trupów zwierząt.

Nie potrafiłem długo pilnować zasadzki, zresztą po spotkaniu z kotem mogłem spokojnie zaufać pułapce, jej sukces był naturalnie pewien. Do tego nie mogłem do końca opanować ruchów ogona – zdumiała mnie jego niezależność, upór, nie brakowało mu także odrobiny arystokratycznej nonszalancji, dekadencji? Posiadanie ogona uzależniłem i powiązałem z kilkoma elementami otoczenia – zapalniczka, przewodnik, humanoidy, biomechy, rysująca się dopiero teraz przyroda – wszystko zataczało przyjemne kręgi pozytywnych wrażeń. Fajnie. Wybornie.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *