• Facebook
  • Twitter

622 – Lądowanie

Zupełnie nie pamiętam żadnych szczegółów dotyczących podróży. Docierają do mnie jedynie nieśmiałe przebłyski wrażeń towarzyszących transmisji wstępnych danych. Opis wędrówki, podstawowe założenia, zarys oczekiwanych wyników – to wszystko, czym dysponowałem przed wyprawą. Nie bez powodu zdecydowałem się na konsekwentną eksplorację nieznanego obszaru. Chęć pogłębienia wiedzy, doświadczenia nowych zjawisk, prawdopodobna zmiana własnej świadomości i wewnętrznej konstrukcji to wystarczające pokusy. Kto ma śmiałość – wygrywa. Dlatego też rozpocząłem swoją przygodę.

Pierwsze wrażenia nie zaskoczyły mnie. Mogę powiedzieć szczerze, że nie były zgodne z oczekiwaniami, brak było w nich kilku kropli niesamowitości. Dobrze, że w miarę dokładnie poznałem przed wyprawą fizyczne otoczenie miejsca lądowania, jego przybliżony zarys geograficzny, strefę klimatyczną, ukształtowanie terenu, żeby nie wspomnieć o nieożywionych obiektach. Wiedziałem wtedy, przynajmniej teoretycznie, czego mogę się spodziewać. Oczywiście moje informacje były szczątkowe – jak można sobie przecież wyobrazić dokładną znajomość środowiska opartą jedynie na dość losowo dobranych przekazach z zakresu ich kultury – niedużego zbioru filmów, przyswojonych danych ze skrajnych źródeł, kilku charakterystyk oczekiwanych postaci? Przynajmniej nie błądziłbym w zupełnie nieznanych okolicznościach – ale jak się później okazało wydarzenia zdecydowanie wymknęły się spod kontroli, w wielu przypadkach zupełnie przeczyły oczekiwaniom.

Najgorszy był chaos początkowego przystosowania. Moje ośrodki decyzyjne zostały wstępnie sparaliżowane, zapewne od nadmiaru odbieranych informacji. Nie było to nieprzyjemne uczucie – wrażenie przypominało raczej zaskoczenie niewidomego, który nagle odzyskał wzrok, a jego mózg nie potrafi w pierwszych chwilach interpretować, analizować otrzymanych projekcji, jakby nie mógł do końca pogodzić się z rzeczywistością chwili.

Nie bałem się, może poza epizodem wniknięcia w bezpośrednie interakcje kilku humanoidów – ich komunikacja ze mną wydała się zbyt łatwa, zbyt oczywista, nadmiernie pozytywna i uporządkowana. Pomyślałem, że nie jest to zwykły zbieg okoliczności, a zaplanowane działanie, mające na celu zdemaskowanie mojej osoby. Dobrze, że odpowiednio przygotowałem się na taki wypadek – moja przychylna osłona twarzy była prawie doskonała. Inni nawet nie zauważyli, że po podróży przejąłem ciało innego humanoida – jednego z wielu im podobnych, wydawali się go dobrze znać. Starałem się maksymalnie odprężyć – adaptacja do formy, którą przechwyciłem na szczęście nie zniszczyła mojej własnej świadomości, a przede wszystkim – świadomości eksperymentu.

Miałem też sojusznika, który razem ze mną zaplanował szereg chytrych posunięć i który zaraz na początku, widząc me przybycie, zapobiegł mojemu zdemaskowaniu. Dość skutecznie zebrał cenne spostrzeżenia, dotyczące prawdopodobnych agentów i uspokoił mnie, zrzucając wszelkie lęki na ból przemiany i adaptacji. „Nie zapominaj o swojej misji” – zagrzewał mnie, co jakiś czas pytając o samopoczucie. Wszystko wydawało się być w porządku – nie absorbowało mnie otoczenie, najpierw musiałem doskonale dopasować się do nowego opakowania oraz pohamować rodzące się już fascynacje.

Oczywiście mogłem korzystać z doświadczeń, wiedzy i umiejętności osobnika, który zarządzał swoim ciałem przed moją wizytą, ale na razie – w szoku lądowania, słodkim i niesamowitym – nie potrafiłem głęboko sięgnąć do jego zasobów. Jedynie w zakresie rozumienia mowy, definicji podstawowych przedmiotów i prostych wydarzeń uzyskałem doskonałe połączenie. Równocześnie zdałem sobie sprawę, że szok przystosowania ma szczególny związek z moją osobowością, z moim pierwotnym kształtem. Być może uzyskam cenne dane, a wyniki badań dadzą oczekiwane odpowiedzi. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Dlaczego wszystko wewnątrz mnie jest takie kruche i żałosne? Czy potrafię przełamać nieuchronność wegetacji i gonitwę za marzeniami? Pytań było wiele, jeszcze więcej rodziło się w każdej wolnej chwili. Powoli rozpocząłem analizę, udając się na krótką przechadzkę.

Zrobiłem kilka ostrożnych kroków.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *