• Facebook
  • Twitter

Eksperyment LaPalmania

Jadąc na La Palmę po raz pierwszy miałem przewagę w postaci mnóstwa opowieści mojej ukochanej z pięciu lat pobytu na wyspie. Doskonale znajome czytelnikom tego bloga szumy, zlepy i ciągi spod znaku “a na La Palmie” towarzyszyły mi w każdej narracji, niezależnie od okoliczności, bawiąc/ ucząc/ nudząc – La Palma była w moim życiu tak mocno obecna, że nie sposób było w końcu nie odwiedzić tego miejsca.
Prawdę mówiąc byłem dość sceptycznie nastawiony do jej opowieści – jak każdej, która jest przekazem wrażeń, emocji i spostrzeżeń – tak bardzo subiektywnych, tak bardzo uwarunkowanych wieloma zmiennymi – tak bardzo innych od moich własnych. Pragnienie doświadczenia wyspy własnymi zmysłami, weryfikacji opowieści i wejścia na podobną częstotliwość emocji było dość silne, dlatego z radością powitałem chwilę, w której plan wyprawy wszedł w fazę realizacji.

20150212_153607


Dzięki Norweskim liniom lotniczym dotarliśmy jeszcze wtedy dość tanio na wyspę, teraz połączenia obsługuje głównie EasyJet z Londynu – opcja all inclusive Itaki jest też jak najbardziej atrakcyjna – odpada żmudna operacja planowania, rezerwacji, negocjacji i logistyki. Znacznie bardziej podobało mi się znalezienie własnego noclegu w niesamowitym miejscu, tańszego niż hotel i z dobrym dojazdem. Oczywiście opcja takiego noclegu jest bardziej atrakcyjna dla osób, które odważą się wypożyczyć samochód i zdecydują się na aktywny wypoczynek na wyspie oraz odwiedzanie innych miejsc, niż basen/plaża w pobliżu swojej kwatery. Komunikacja miejska między miejscowościami praktycznie nie istnieje i jest dość sporą stratą czasu dla tych, którzy przyjechali tutaj tylko na kilka, kilkanaście dni.

 

Pierwsze wrażenia zostają najgłębiej.

 

Moje pełne są synestetycznych odwołań, skojarzeń – głównie z Hiszpanią – okolice Katalonii są mi dość dobrze znane. Podobne zwyczaje, język, bardzo inna od Europejskiego zgiełku czasoprzestrzeń, tempo interakcji, wyczuwalna różnica w pogodzie, słońce, słońce, słońce. Jestem przekonany, że ilość promieni słonecznych wbijających się w skórę, ciepło, nasycenie energią oraz wyczuwalnie lepsze samopoczucie ludzi wokół wpływa dość mocno na regenerację i przyspiesza proces odpoczynku. Szok przystosowania do klimatu wyspy nie trwa długo, już po 2-3 dniach byłem w stanie przyzwyczaić się do ilości światła oraz do temperatur – przynajmniej na wysokościach w okolicach poziomu morza. Wszechobecne góry, drogi, plantacje bananów, plaże czarnego piasku i sporo skał wulkanicznych, sprawiają wrażenie, jakby ludzkie osady La Palmy były postawione wbrew żywiołom wyspy, spontanicznie, niedawno i nieskładnie. Podobnie zabudowa miasteczek i osiedli, podobnie drogi, podobnie punkty widokowe – wszystko sprawia wrażenie prowizorycznej atrapy, wydartej wulkanom, wydartej La Palmie.


Wyspa jest niesłychanie różnorodna.

DSC01077

Można w ciągu jednego dnia z kąpieli w jaskini przenieść się na najwyższy punkt wyspy, na wysokość ponad dwóch i pół kilometra, stamtąd przejechać przez miniaturową dżunglę, skończyć szybkim rajdem wokół wulkanów i zdążyć na zachód słońca do Puerto Naos… Różnice temperatur rzędu dwudziestu kilku stopni – od 25-30 stopni Celsjusza nad poziomem morza do 5-10 na szczycie Roque de Los Muchachos czy w tunelach okolic Garafii…

Oczywiście można się lekko smażyć na czarnym piasku Tazacorte czy Puerto Naos, można skoczyć z wingsuitem z Roque (zrobię to… uff… następnym razem, obiecuję, chociaż zabronione jest korzystanie z przestrzeni powietrznej nad Calderą) przemierzyć szlaki pieszo, rowerem, motocyklem. Jak ktoś potrzebuje odosobnienia to może rozbić namiot w dolinie lub w środku lasu i nie będzie niepokojony przez (nie)przypadkowych wędrowców…

 

Moje pierwsze wrażenia są bardzo wyraźne i bardzo chaotyczne, ten “Lapalmowy Raptularz” jest taki jak ja i taki jak wyspa – chaotyczny, szczery i głodny przeżyć.

 

Nie będę pisać o kuchni – to temat na oddzielne wspomnienie – każdy rodzaj wyspiarskiej, śródziemnomorskiej diety jest cudowny – wydaje mi się jedynie, że wegetarianie będą trochę cierpieć. Mimo wszystko owoce morza i mięso to bardzo ważne składniki wyspiarskiej diety. Wszystko cudownie świeże, wszystko w miarę przystępne cenowo. A najlepiej oczywiście w La Vitaminie w Los Llanos (proszę docenić sztukę smaków Sabiny i nie przeszkadzać jej zbyt mocno. Nie marudzić i nie pytać bez przerwy o wszystko – w końcu ma restaurację i nie piastuje urzędu rzecznika do spraw turystów, spokój się jej należy!)

Zauważyłem podczas niedawnego, ostatniego pobytu, że ceny już trochę zbliżyły się do Hiszpańskich – inflacja i “zalew” turystów jest odrobinę odczuwalny, na szczęście nie wszędzie… Nadal jest wspaniale, barraquito completo, papas locas, gambas al ajillo (krewetki w oliwie), sery i owoce, świeże soki…
Wina La Palmy to również temat na oddzielny artykuł – najważniejsze, że lokalne szczepy winogron są całkiem udane, a ilości produkowane przez poszczególne bodegi odstraszają potencjalnych biznesmenów, ku uciesze smakoszy. Osobiście nie lubię malwazji, bardzo przypadły mi do gustu Albillo Criollo, poddane starannemu batonażowi w dębowych beczkach czy wszechobecne różowe na bazie negramolu Teneguía – po prostu pycha!

20150218_191634

La Palma po kilku dniach to niesamowita częstotliwość, niesamowita wibracja spokoju, dobrego klimatu, synergii zmysłów, wolnego tempa sjesty ale też kontrastów. Niektóre regiony nie wyglądały wcale okazale, mnóstwo ludzi balansuje na granicy zapaści ekonomicznej, ich emocje, twarze, gesty i słowa wskazywały na spore zmęczenie – nie tylko wszędobylskimi blancos, ale codziennością, klimatem, sytuacją. Większość ludzi, których spotkałem, promieniało samotnością – wydawało się, że przehandlowali swoją wolność na odosobnienie – z daleka od przyjaciół, rodzin, zostawiając za sobą cywilizację zachodu, wyścig szczurów i temu podobne – stali się nieszczęśliwymi banitami na wyspie szczęścia…

Uwielbiam wracać na La Palmę, wyspa wita mnie słońcem, tuli do snu szumem fal, rozmawia ze mną wiatrem i wstrząsami (magiczny oddech wulkanicznych struktur) i żegna deszczem.

 

To magiczne miejsce – bardzo chciałbym być tam częściej i na dłużej. Vale!

 

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *