• Facebook
  • Twitter

Moje Tao na dni następne

Zastanawiałem się długo, jak to ze mną, u mnie jest.

Tak, kłamałem. Sobie, innym. Oszukiwałem. Siebie, innych. Szukałem, błądziłem, zwodziłem – siebie, innych. Bezustanne eksperymenty naukowe na żywym organizmie,wiwisekcja ograniczeń i gloryfikacja możliwości. Ślepe uliczki marzeń i podniet z wzbogaceniem przeżyć na sztandarach codzienności jak mantrą, mantrą umarłego. Dotykanie granicznych wartości własnych umiejętności zderzane z podświadomym zapisem zdartej płyty nieudolności i niskiej samooceny. Maska pewności siebie i krucha sylwetka, która nie potrafi wyjść poza konstrukcję nieprawdziwego wizerunku, nie potrafi stawić czoła rzeczywistości i zmienić kierunek życia.

Do pewnego czasu, gdy przychodzi zmęczenie i niedołężność pozornie doskonałego pancerza zasad, umów i wykrętów. Gdy dociera świadomość dysonansu między ego a poszukiwaniem prawdy i spokoju. Gdy pojawia się klęska nieurodzaju lub chwilowe przebudzenie z iluzji zadowolenia.

 

Gdy zegary, tak jak w ostatniej audycji Beksińskiego juniora, nieubłaganie odmierzają czas, przychodzi ból rzeczywistości.

 

Czas klęski, czas pogardy, czas samokrytyki. Cienie minione nie mają już blasku, a jedyna rzeczywistość to automatyczne błędne koła powtarzalnych czynności. Odwiedzanie miejsc, których nie chcę odwiedzać, interakcji z ludźmi, których nie chcę znać, oddawania czasu – tego cennego czasu – komuś, komu nie chcę go oddawać. W imię większych zasobów, w imię przetrwania, w imię pułapki komfortu i podtrzymania jałowej egzystencji. Praca, związki, przyjaźnie, znajomości. Wypełnienie czasu pustymi działaniami lub ich brakiem, często kojącym rozedrganie emocji, rozedrganie myśli.

 

Tak dalej być nie może.

 

Głęboką depresję pokonywałem walką z własnym strachem. Czasami był to odpowiednio dokładnie przygotowany testament, ofiarowany dwójce największych przyjaciół, innym razem szybka jazda samochodem na krawędzi ostrego ryzyka – poza tą krawędź wychodziłem wielokrotnie. Jeszcze inaczej – zaangażowanie w relacje, które miały dać mi spokój, zadowolenie, satysfakcję, a tak naprawdę były tylko inscenizacją, prezentacją, psychodramą wyimaginowanego, spokojnego świata.

Wtedy cierpiałem, tak, jak i one cierpiały. Mimo, że było całkiem znośnie, czasami fajnie, raczej przyzwoicie. Jednak wszystko, co robiłem, wszystko, czego dotykałem, było tylko protezami prawdziwego życia – przemienionego w trwanie, puste trwanie.

Poszukiwania linii życia, poszukiwania kolejnego oddechu to przede wszystkim – na wczesnym etapie zmartwychwstania – kontakt z ludźmi, którzy przeżyli więcej i mają swoje własne tao, swoją własną drogę. Wydawało mi się, że mogę razem z nimi dostrzec doskonałość ich wyborów i zabrać ich mądrość, wlać we własne życie. Jednak cały czas miałem świadomość wkraczania do tej samej rzeki, mimo iż nie była to ta sama rzeka, a ja nie byłem tym samym człowiekiem, co poprzednio. Mocne deja vu, uczucie rekurencji i synestetyczne wrażenia przeżywanych emocji nie dawały żadnej nadziei na poprawę głębokiej depresji.

Próbowałem na nowo zrozumieć rzeczywistość, próbowałem znowu znaleźć złoty podział spirali teraźniejszości i przyszłości – wszystko z wielkim trudem, wszystko z wielkim wysiłkiem. Lepiej byłoby, może wygodniej – a może wyraźniej – gdybym miał najbliższą rodzinę, dzięki której mógłbym się w swoich emocjach przejrzeć jak w lustrze, dzięki której mógłbym zrozumieć wszelkie aspekty swojej persony i pracować nad osobowością w kierunku wyleczenia. Niestety ten orzeźwiający ostracyzm rodzinny nie dawał mi oparcia – na szczęście ewoluował w kierunku przyzwyczajenia i akceptacji.

Nareszcie przestałem walczyć z tym, co niemożliwe do zmiany, z niereformowalnymi osobami i chorymi, dysfunkcyjnymi relacjami – przyjmując wszelkie rozwiązania i akceptując stanowiska poszczególnych osób. Najlepszym działaniem jest brak działania i wyłączenie pożeraczy czasu z obiegu – bo takimi są ci ludzie, pożeraczami czasu. Poza tym nierozsądnym jest uważać, że zmienię innych – zmianę powinienem zacząć od siebie.

Pierwszym krokiem do zmiany jest określenie wartości i zasad, którymi będę się kierować przez życie, według których ustawię mój kompas i przejmę stery. Te zasady dalekie są od jakiejkolwiek formy religii – brzydzę się religiami, uważając je za dość stare i niereformowalne zbiory zasad, przebrzmiałe i nieaktualne. Oczywiście nie ma sensu spierać się o fundamentalne zasady, takie jak życie czy miłość oraz niedotykanie zła. W moim dążeniu do zrozumienia rzeczywistości będę kierować się czterema umowami, którymi zwiążę moje każde działanie, które będą niepodważalnymi filarami istnienia.

To bardzo proste umowy. Logiczne i czytelne dla każdego, wolne od meandrów interpretacji. Mają swoje początki w wiedzy starożytnych Tolteków, jednak gdy porzucimy szamańską historiozofię oraz wpływy religii – są to proste, życiowe zasady, które uwalniają dużą ilość dobrej energii i pozwalają zmienić nastawienie do rzeczywistości.

Nie zachęcam nikogo do porzucenia swoich systemów wartości, religii czy filozofii życiowej – z pewnością są to zasady i konstrukty ważne i przydatne. Wydaje mi się jednak, że cztery postanowienia to cztery filary prawidłowo funkcjonującej osobowości – ponad religiami, ponad wartościami. Bezwzględne, wielowymiarowe, proste i przejrzyste. Proponuję zastanowić się nad poniższymi postanowieniami i zacząć je stosować od jutra, od rana, od przyszłego dnia. Bezwzględnie, stanowczo i nieustannie stosować i wejrzeć w swoje życie, by zobaczyć, czy zmienia się ono na lepsze. Nie obiecuję, że na lepsze się zmieni – ale zmieni się na prostsze, bardziej przejrzyste.

Postanowienie pierwsze: Bądź nieskazitelny w słowach – Be impeccable with your word

Deklaracja jest prosta. Działaj zgodnie ze swoimi słowami, bądź nieskazitelny. To odrzucenie kłamstwa i fałszu – przede wszystkim takich, którymi obdarzasz siebie, potem swoich bliskich i dalszych przyjaciół oraz ludzi, którzy istnieją w twoim życiu na chwilę. Bądź nieskazitelny. Nie obiecuj. Bądź spójny w tym, co mówisz. Mów tylko to, co masz na myśli. Unikaj słów, które mówią przeciwko tobie i nie plotkuj o innych. Używaj siły swoich słów w kierunku prawdy i miłości.

Oczywiste, prawda? Dlaczego tak nie robisz codziennie, dlaczego tak nie mówisz zawsze?

Postanowienie drugie: Nie bierz niczego do siebie – Don’t take anything personally

Popełniamy ten błąd bez przerwy, nieustannie biorąc do siebie wypowiedzi innych, cudze poglądy i cudze stanowiska. To, co robią i mówią inni, nie dzieje się z twojego powodu. Co robią i mówią inni jest projekcją ich własnej rzeczywistości. Życzę ci, abyś był odporny na opinie i działania innych. Tylko wtedy nie będziesz niepotrzebnie cierpiał.

Pamiętaj o tym postanowieniu zwłaszcza, gdy słuchasz nieprzychylnych głosów twoich bliskich. Oni doskonale wiedzą, jak zachwiać twoim spokojem wewnętrznym i sprawić, abyś brał ich zdanie i działania do siebie, abyś mocno je czuł i reagował na negatywną energię. Odrzuć to już dziś.

Postanowienie trzecie: Nie zakładaj niczego z góry – Don’t make assumptions

Chcę, abyś znalazł odwagę, tak jak ja, aby zadawać pytania i wyrażać tylko to, czego naprawdę chcesz i potrzebujesz. Chcę, abyś komunikował się z innymi tak przejrzyście i prosto, aby uniknąć nieporozumień, smutku i niepotrzebnych dramatów.

Ile razy założyłeś coś z góry, ile razy wyobraziłeś sobie sytuację, która była bardzo nierealna i wszystko, absolutnie wszystko rozpadło się w pył, bo założyłeś coś z góry – to takie samonapędzające się perpetuum mobile własnego smutku i własnej krzywdy. Nie zakładaj niczego z góry. Nigdy.

Jeśli będziesz stosować się do tego postanowienia, to ono same może bardzo radykalnie zmienić twoje życie. Spróbuj.

Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz – Always do your best

To najlepsze postanowienie. Oczywiście „najlepiej jak potrafisz” będzie się zmieniało w zależności od stanu, w którym jesteś. Inaczej działasz, gdy jesteś chory, inaczej gdy zmęczony – inaczej, gdy w pełni sił i energii. Zastanów się, czy rzeczywiście dajesz z siebie wszystko i robisz wszystko najlepiej, jak potrafisz – to radykalne postanowienie, być może jest zbyt dużym wysiłkiem. Pomyśl. Zawsze rób wszystko najlepiej, jak potrafisz. Ograniczysz sobie w ten sposób cierpienia związanego z samooceną, z osobistą krzywdą oraz przestaniesz żałować. To bardzo ważne – odkąd zdałem sobie sprawę z tego, że mimo moich ograniczeń, niewiedzy i niedoskonałości biologicznego opakowania mogę rzeczywiście robić wszystko najlepiej, jak tylko potrafię, przestałem być ofiarą niskiej samooceny i przestałem się krzywdzić. To najważniejsze, aby przestać siebie krzywdzić, przestać karmić swoje ego żalem, nostalgiczną podróżą w rzeczy niedokonane, niedoskonałe.

Jesteśmy niedoskonali, ale w swej niedoskonałości możemy wypracować dobry sposób na lepsze, pełniejsze, bogatsze życie – pozbawione negatywnej energii, pozbawione cierpienia i pozbawione agresji. Rodzi się ona z frustracji i niezdrowego egoizmu, który nie ma zaczepienia w rzeczywistej sytuacji a jest jedynie odzwierciedleniem bardzo subiektywnego stanu psychicznego, pobudzonego głównie otoczeniem, ludźmi wokół, trochę dalej obecną sytuacją.

Tylko cztery postanowienia, tylko cztery umowy, które możesz zawrzeć z samym sobą. Spróbuj. Zobacz. To ma sens.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *