• Facebook
  • Twitter

Wewnętrzny stan nieuporządkowania

Miłość porządkuje we mnie wewnętrzny stan nieuporządkowania, ustawiając moje zmysły w kierunku dość mocnej unii, przeciwstawnej entropii i rozedrganiu – tak częstymi jeszcze rok, dwa lata temu. Sam nie wiem, co się stało, że się zmieniło – może mam do następnych miłości większy dystans? Może się starzeję i mózg, specjalizując się w powtarzalnych czynnościach jest bardziej odporny na zachwiania i sytuacje niepożądane? Być może rozczarowania miłością sięgnęły granicznej wartości i miłość przestała być dla mnie ważną wartością? Nie, nadal jest. Jest bardzo mocno, bardzo we mnie, bardzo podskórnie, bardzo naturalnie – jest moim drugim oddechem, drugą uwerturą do muzyki niebios, wstępem do ogrodu rozkoszy ziemskich, najsłodszą ambrozją, ukojeniem zmysłów, spinającą wszechświat nicią podobną do białych szat Moir. Niezależnie od powodzenia zawsze będzie.

 

Czasami nie rozumiem dynamiki – dwadzieścia sekund wymiany feromonów i związek na siedem lat…

 

Kilka dziwnych zbiegów okoliczności i ogromne przywiązanie na rok czy dwa.

 

Kilka nieporozumień i wojna totalna, w której nie ma jeńców, a ja pewnie będę miał wydrapane oczy.

 

Poliamoria i groźby karalne. Rozczarowania. Porażki. Uniesienia. Krzyki. Przedmioty przemieszczające się z różną prędkością w moim kierunku. Słuchawki zdarte z głowy wraz z włosami. Dobry był ten jazz, ale zbyt głośno śpiewałem. W moim własnym domu.

 

Tak, czasami miłość bywa dość ślepa – szczególnie dziwię się niektórym z nich, a nie sobie – karmię się miłością, więc im jest jej więcej, tym lepiej – ale zupełnie nie mogę pojąć, dlaczego niektóre kobiety wymagają ode mnie stałej, monogamicznej struktury. Po prostu królowe bywają czasami trochę zaborcze.

 

Tak, to ostateczne przystosowanie. Samica homo sapiens jak królowa rozporządza swoimi jajeczkami, składając je w ofierze poza swoim organizmem średnio co miesiąc księżycowy, z roku na rok mając rosnącą świadomość, że ma ich coraz mniej. Dziwna jest biologia samicy homo sapiens – jajeczka wyprodukowane na zapas, składane poza ciałem to wielkie marnotrawstwo materiału genetycznego. Dla niektórych samic to okropne fizyczne cierpienie – dużo psychicznego dla tych samców, którzy nie potrafią wziąć dystansu do zachowania królowej podczas transformacji jaja w odpad. Co ciekawe, większość królowych nieświadomie przeczuwa, że ich czas niepłodności i wyczerpania jaj nadchodzi i stają się coraz mniej radykalne w doborze samca. To przerażające, jak wiele królowych za wszelką cenę szuka partnera, który dostarczy swój materiał genetyczny i wyprodukuje z nimi potomstwo.



Oczywiście u samców homo sapiens sprawy mają się tylko z pozoru lepiej. Sto pięćdziesiąt milionów mikroskopijnych nośników ich materiału genetycznego. Sto pięćdziesiąt, średnio, sto pięćdziesiąt milionów szans na zapłodnienie jaja, na zawiązanie zygoty, na niebiański akt stworzenia. Średnie prawdopodobieństwo zapłodnienia to i tak około dziesięciu procent – dość małe jak na kruchą i chwilową egzystencję gatunku.

 

Perspektywa wygranego plemnika wcale nie nastraja pozytywnie. Świadomość wygranej na loterii już w chwili urodzenia drastycznie obniża percepcję następnej wygranej – mimo wszystko większość ludzi nie rozumie statystyki i nie może pojąć, że zdarzenia niezależne nie są ze sobą skorelowane w żaden sposób. Wygodniej jest im myśleć, że są szczególni i może im się jeszcze przydarzyć więcej takich wygranych na loterii.

 

Trzeba im czasami przypominać o tym, że nic nie trwa wiecznie, a ich egzystencja to tylko chwila.

 

Chwila, następna, następna, kilka oddechów, kilka zmian formy, kilka zrzuconych skór, kilka obalonych paradygmatów, garść wspomnień i brudna sól marzeń.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *